czwartek, 26 grudnia 2013

Prolog

Aniohesejo czy coś xD
Uwielbiam Infinite tak więc postanowiłam napisać o nich opowiadanie. Paringów jako takich nie będzie, tylko 'wy' (będę pisać w takiej formie żebyście mogły się wcielić w gł. bohaterkę) będziecie z którymś z chłopców, na razie nie mówię z kim XD No to chyba tyle jak coś to pytajcie :D





Ile razy próbowałam się oszukać, ile razy wmawiałam sobie, że tego nie potrzebuję. Z każdym kolejnym łykiem trunku odczuwałam coraz większą chęć sięgnięcia po telefon, ale za każdym razem tchórzyłam. To było jak nałóg, tak bardzo potrzebne jak tlen. Trudniej było mi odróżnić dobro od zła. Nie wiedziałam co może mnie czekać, dla mnie to było jak dopalacze. Za każdym razem gdy zerkałam na to jedno miejsce, czułam ucisk w sercu. Nie mogłam pogodzić się ze swoim zachowaniem i coraz bardziej potrzebowałam po prostu się upić do nieprzytomności. Każdy z nas ma czasem moment załamania, kryzys czyż nie prawda? Nawet piosenki, które tak uwielbiałam nie pomagały. Każdą kolejną myśl połykałam wraz z winem, nie chciałam już się dobijać. Chyba powinnam przejść się na odwyk, tylko obawiam się, że mnie już nie można wyleczyć. To jest tak silne jak wpojenie. Chyba nadal żyję marzeniami, bo wierzę, że wszystko wróci do normy. Guzik prawda, jestem jak małe dziecko, z tym, że trochę mądrzejsze. Głęboka wiara to nie grzech, ale wiara we wszystko jak najbardziej. Gdybym tak miała wierzyć we wszystko, to skończyłabym w psychiatryku. Hmm ktoś kiedyś się mnie zapytał czy duchy istnieją i czy zostawiają ślady i wiecie co mu odpowiedziałam? Że nie, ponieważ to ludzie którzy udają duchy i że samo życzenie by duchy były prawdziwe jeszcze ich takimi nie czyni. Nie wierzę w żadne życie pozagrobowe.. chyba, że mnie wyniosą z trumny to co innego. W tym samym czasie usłyszałam cichy szelest, jakby liść próbował przedostać się do mojego domu przez zamknięte okno. Ale po chwili dotarło do mnie, że przecież wszystkie liście jak i cała reszta jest pokryta śniegiem. Dokończyłam trunek i podniosłam się z podłogi by ocenić sytuację. Szelest na chwilę ustał i po chwili wrócił, tak było kilka razy. Bałam się. Może gdybym nie piła, to teraz bym się tak nie bała tylko już spała, w końcu dochodzi 24. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu.. tylko, że nie mojego. Ktoś był coraz bliżej. Schowałam się za ścianą, było tak ciemno, że nawet nie wiedziałam w którym pokoju się znajduję. Z każdym krokiem nieznajomej osoby, serce waliło mi jak oszalałe. Nie wiedziałam czy dzwonić po policję czy sama się mam bronić. Chwilę później słyszałam o wiele więcej.. nie był sam. Było co najmniej 10 osób. Wiedziałam, że nie mam wyjścia i muszę zadzwonić po pomoc. W tym samym momencie co wpisywałam numer zapaliło się światło i wszyscy krzyknęli:
-WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!
Zamarłam. Nie wiedziałam kompletnie jak mam się zachować.Telefon wypadł mi z ręki, a ja runęłam na ziemię jak długa.







No to na razie takie króciutkie XD Zaraz biorę się za pierwszy rozdział ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz